Spływ kajakowy na rzece SIRET- Bukowina Rumuńska 2010 r. 1- 9 maja

Daleka droga . Wyruszamy z Warszawy 30 kwietnia 25 osobową grupą z kajakami składanymi typu 2-ka Tajmen. Namioty i jedzenie zabieramy również, chociaż w Rumunii można dostać to samo w podobnych do naszych cenach. Rzeka znana tylko z Google Maps i z map radzieckich setek sztabowych z 1976 r. dobrze opisanych pomimo braku aktualizacji (nowo utworzone zalewy przy pobudowanych elektrowniach wodnych). Przeszkody na trasie spływu ustaliliśmy na podstawie zdjęć satelitarnych z Googli (w niektórych przypadkach z powodu słabej rozdzielczości trudno było sprecyzować rodzaj przeszkody, ale wystarczyło ostrzeżenie, aby sprawdzić przed podpłynięciem i ocenić, czy można spłynąć czy należy przenieść kajaki). Rzeka pomimo licznych bystrzy raczej mało uciążliwa. Zaczynamy spływ od pierwszego mostu (zawsze  prawie pewny dojazd do rzeki) za zaporą poniżej  miasta Siret. Trafiliśmy na niski stan wody. Do ujścia Suczawy bardzo mało wody ale daje się omijać mielizny, tylko na nielicznych bystrzach musimy wysiadać. Od ujścia Suczawy woda znacznie wyższa i ciekawsze widoki.

Etapy spływu:

1 Hantesti- Hutani 18.7 km. Do Hantesti dojeżdżamy 1-go maja ok. godz. 18-ej prawie polną drogą do mostu, tu rozkładamy nasz obóz na ładnej, wygodnej polanie nad samą rzeką SIRET. Rano przychodzi do nas towarzystwo z wiceprezydentem Hantesti i wręcza w obecności autora książkę z dedykacją i o tej miejscowości. Niestety tylko gesty mogły wyrazić ich wielką życzliwość. Nie mogliśmy porozmawiać, bo nasi gospodarze mówili tylko po rumuńsku, a szkoda. Skończyło się na poczęstowaniu nas trunkiem , pewnie taką śliwowicą w domu robioną i miłymi ukłonami.

Tego dnia, 2-go maja wypływamy po złożeniu kajaków ok. godz 14-ej (z nowymi powłokami znacznie trudniej zmontować kajaki, ale jak się potem okaże, są one doskonałe na rzeki o charakterze górskim, z płytkimi bystrzami; położone tramy nie pozwalają na przetarcie powłoki). Mapa L-35-5.

Widoki po drodze mało ciekawe wręcz jak w szerokim 20 do 30 metrowym rowie. Biwak około 4 km za mostem. Na biwaku spotkanie z młodzieżą ze szkoły tańca, niektórzy z naszych mówili, że my byśmy mogli ich nauczyć tańca. Młodzież sympatyczna, spokojna. Wieczorem odjechali.

2 Hutani-Vercicani 37,4 km.

3-go maja wypływamy o 10.40 Jeszce mniej wody niż wczoraj . Dużo płycizn, rzeka nieciekawa.

Po 12 km zatrzymujemy się na przeszkodzie, okolica Cotul Propilor.

Postój drugi „na popas” o godz 13.20. Dalej płyniemy aż do Vercicani. Wyciąganie kajaków przy moście, tylko jedno stanowisko, wyciągamy po podłożonych gałęziach, aby nie utopić się w błocie. Rankiem następnego dnia niektórzy przenoszą kajaki daleko od obozu znalazłszy trochę żwirowej plaży. Problem z błotem jak na Podolu. Woda opadając pozostawia brzeg mulisty (opadła tego dnia ponad pół metra).

3 Vercicani- Dolhasca 22 km.

Ten etap zaczynamy 4-go maja o godz 10.30. Dopływając do ujścia Suczawy wpływamy na wyższą wodę i stąd zaczyna się piękny odcinek z widokami jak na Dniestrze, z jednej strony wysoki brzeg a druga strona z pięknym rozległym widokiem. Spotykamy wieśniaków uprawiających pole. Karol porozumiewa się z nimi po włosku. Mówią o potężnej powodzi sprzed dwóch lat. Wysoką skarpę woda znacznie przekroczyła. Sporo ciekawych bystrzy. Dopływamy o godz. 16.30. Biwakujemy tuż za mostem w topolowym gaiku (park wiejski, przygoda z policją i w końcu śmieszna opłata za biwak 15 lei od całej grupy). Trudności z porozumieniem się. Ognisko i imieniny Oli odłożone z 3-go maja.

4 Dolhasa-Gura Bidilitei 28,5 km. Wypływamy jak zwykle po godz. 10. Widoki nadal ładne, ale dalej płynąc trafiamy na regulowanie rzeki poprzez wykopywanie nowego koryta prostującego kilka meandrów. Nieprzyjemny widok. Spotykamy co jakiś czas firmy wydobywające z rzeki żwir (kamyczki różnych rozmiarów, większość o średnicy 1 -2 cm). Nieopodal tych wyrobisk znajdują się sortownie żwiru. Widać, że to materiał na drogi. Co do dróg to ukraińskie nie umywają się do rumuńskich. Po ok. 14 km przed mostem w Lespezi postój w celu obejrzenia przeszkody widocznej w Googlach i przy okazji 2-gie śniadanie. Most w Lespezi – widoczna za mostem przeszkoda okazała się nie utrudniającą spływu, można płynąć przy lewym brzegu. Płynąc nadal widzimy piękne widoki. Kierowca, który dogadza nam podjeżdżając do samej wody, tym razem wybrał biwak na ładnej rozległej łące, na której pasterze wypasali owce. Odwiedzamy wioskę spotykając jak wszędzie życzliwość. Zaprasza nas do swojego obejścia młody gospodarz, częstuje śliwowicą z dwulitrowej butelki plastikowej a potem winem z podobnej butelki. Wódka mocna, wino młode, słabe z własnych winogron, dość aromatyczne. Dalej ciągną nas do następnej chaty, pokazują wnętrze, na zewnątrz letnia kuchnia ze spaniami wokół „ kozy”. Że też komary ich nie zjedzą! Co za gościnność! Ciągnie nas staruszek do swojej chatki i wynosi kilkanaście jajek, gdy chcą mu zapłacić żegna się krzyżem, że nie chce pieniędzy. Czuliśmy wielką życzliwość i chęć ugoszczenia nas.

5 Gura Bidilitei- Cozmesti 25,5 km. Wypływamy jak codziennie po 10-tej. Wiatr przeciwny męczy nas. Przerywając wiosłowanie cofamy się pod wpływem wiatru. Pogoda od początku bardzo ładna. Wiatr przynoszący ochłodę sprawia, że nie odczuwamy temperatury powyżej 22o C. Wiosłując mocno wyrabiamy sobie mięśnie kręgosłupa.

Po drodze mamy dwie przenoski (okolice Pascani). Przy większej wodzie pierwszy próg można pokonać bez ryzyka. W naszych warunkach istniało ryzyko wpadnięcia na słupki wystające nad wodę zaraz za progiem, na którym było mało wody, co mogło spowodować zaczepienie kajakiem. Nie ryzykujemy i przenosimy kajaki (wszak są puste). Spotykamy autokar około 4 km przed ustalonym miejscem na biwak. Wioska Cozmesti. Robi się zbiegowisko dzieciaków, ale i młodzież też się pojawia. Oczywiście porozumiewamy się głównie gestami, ale dzieci szczebiotliwe potrafią nauczyć nas niektórych słów.

Następnego ranka demontujemy kajaki i przez Ukrainę wracamy do domu. Po drodze nocujemy w Zaleszczykach, w naszej wielokrotnie wykorzystywanej„turbazie”, to jest bazie wydobywania żwiru z Dniestru i sortowania go. Jak mi powiedział Dieter, Niemiec uczestniczący w naszym spływie, to był najbardziej stresujący epizod na naszym spływie. Szukanie w błotnistym terenie późną nocą miejsca na postawienie namiotów. Nie wiedział tego co my, że znamy to miejsce dobrze i nic tam nas nie zaskoczy. W sumie spływ oceniliśmy pozytywnie, ale na przyszłość radziłbym rozpoczynać spływanie od mostu przed ujściem Suczawy do Siretu. Tylko dalej od Romana już jest więcej dużych przeszkód w postaci zalewów przy elektrowniach.

pierwszy biwak -widok na Hantesti
Odpływamy z pierwszego biwaku
drugi biwak 4km za Hutani
Drugi biwak płynęliśmy jak w rowie
Odpływamy
Odpływamy
Popas za drugim biwakiem
Trzeci biwak wyyjmowanie kajaków przy widocznym słupie mostu
w morde wind
Czwarty biwak przygoda z policją
U Oli na imieninach
Była też przejażdżka
Tuż przed ujściem rzeki Sczawy - widoki
Za ujściem Suczawy
Postój przed spodziewaną przeszkodą przy moście w Lespezi
Wyprostowane meandry
jak wyżej
Przeszkoda przy Hirtoape
Przy biwaku Gura Bidilitei
Wdok z biwaku na Pascani
Biwak z góry
to jest gospodarz z winem
Letnia kuchnia
Ten nie chciał pieniędzy za jajka
Pierwsza przeszkoda przy Pascani
Ostatni biwak Cozmesti w towarzystwie  dzieciarni
Wszechobecny koń
Goście  na tle biura "Turbazy"
śniadamy gdzie kto chce